Śląsk Wrocław na Maślicach

Utrzymanie stadionu na Maślicach będzie zależało od siły wrocławskiego Śląska. Stadion zacznie na siebie zarabiać, gdy Śląsk Wrocław stanie się czołową drużyną ekstraklasy i zacznie wystepować w europejskich pucharach. Zadanie jest ambitne. O tym i innych sprawach związanych z budową stadionu na Maślicach mówi Michał Janicki, zastępca szefa miejskiego Komitetu Organizacyjnego EURO 2012 w wywiadzie udzielonym Gazecie Wyborczej. Z wywiadu możemy dowiedzieć się również, że na 10 hektarach wokół wrocławskiego stadionu ma stanąć centrum handlowe i… biurowce. Co ciekawe, miasto chce, by przy stadionie stanął drapacz chmur!

Michał Janicki: Nowy 69-tysięczny monachijski stadion Allianz Arena zacznie na siebie zarabiać dopiero za 20 lat. Pod warunkiem jednak, że na mecze słynnego Bayernu i drugiej miejscowej drużyny TSV 1860 będą przychodzić komplety publiczności. Bo tylko dobry futbol zapewnia zyski
 
Michał Kokot: Śląsk Wrocław nijak się ma do Bayernu. Utrzymamy nowy stadion, jeśli nie zbudujemy silnej drużyny?

Michał Janicki: Nie, musimy stworzyć silny Śląsk, grający w ekstraklasie i europejskich pucharach. Tylko wtedy na stadion będą przychodzić kibice. W tej chwili rozmawiamy z pięcioma inwestorami, którzy starają się o klub. Do lata podpiszemy z którymś z nich umowę. To musi być firma, która zaangażuje się na lata, nie zależy nam na spekulantach, którzy sprzedadzą Śląsk zaraz po Euro.Kibice Śląska nie cieszą się dobrą opinią, jak przyciągnąć zwykłych mieszkańców na mecze?

– To będzie bezpieczny stadion, na który będzie można pójść z dzieckiem. Wprowadzimy elektroniczny system kart kibica, by nie wpuszczać na trybuny tych, którzy mogą stwarzać problemy. Chcemy też, by więcej dzieci grało i trenowało piłkę nożną. Muszą mieć w Śląsku swoich idoli. Tylko wtedy na stadion będą przychodziły całe rodziny. To sprawdza się na całym świecie.

Na Allianz Arena duże wpływy przynoszą loże dzierżawione przez firmy. Kosztują sporo, bo są komfortowe. U nas też takie powstaną?

– Na naszym stadionie będzie około 50 takich lóż. Nie wydzierżawimy wszystkich od razu, ale myślę, że z czasem tak się stanie. Będziemy pewnie potrzebować na początek jakiegoś magnesu. Jeśli jednak np. Leszek Czarnecki wydzierżawi taką lożę, to pójdą za nim inni. Rozmawiamy też na temat sprzedaży nazwy stadionu. Firma SportFive twierdzi, że pozycją wyjściową do negocjacji jest około 1,5 mln euro rocznie. Świetnie by było, gdyby stadion nosił nazwę firmy, która zainwestowała we Wrocławiu. Dużą rolę na naszym stadionie odegra tzw. hospitality area, czyli miejsca, w których podczas meczów będzie można kupić coś do jedzenia, picia lub gadżety piłkarskie. Podobnie jak na Allianz Area na wrocławskim stadionie nie będzie obrotu gotówkowego, ale karty, które będzie można doładować.

Niemiecki stadion położony jest daleko na północ od Monachium. Wokół wrocławskiego na 10 hektarach ma stanąć m.in. centrum handlowe i biurowce. Co dzięki temu zyska stadion?

– Kibice po meczu będą mogli pójść do centrum na zakupy albo do kina. Chcielibyśmy też, żeby przy stadionie stanął drapacz chmur. Dla miasta byłby to jeszcze jeden symbol nowoczesności, a dla stadionu – klienci, którzy mogliby spotykać się w stadionowych restauracjach.

Ile miasto będzie rocznie dokładało do utrzymania stadionu?

– Jeśli wszystko nam się powiedzie, to wyjdziemy na zero lub osiągniemy niewielki zysk. Jeśli nie, to będziemy chcieli bilansować działalność stadionu przez organizację koncertów. Wpływy z biletów zrekompensują nam straty.

A jeśli ze Śląska nie uda się stworzyć dobrej drużyny?

– Wtedy będziemy musieli po Euro wszystkie plany przekalkulować od nowa.

 
Źródło: http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,4690904.html

OsiedleMaslice